Leon: Przykro mi z powodu twojego ojca. Matylda: Gdyby nie oni go zabili, to prędzej czy później ja bym to zrobiła. Leon: Twoja mama, ona… Matylda: To nie była moja matka! A siostra. Ją obchodziła tylko jej waga. Jakby nigdy nie wyglądała lepiej. Tak naprawdę ona nie była moją siostrą. Moja siostra. Mam cudowną siostrę - jest piękna, mądra, dobra. Jest świetnym lekarzem (nie psychiatrą). Była i jest przy mnie w różnych moich zawirowaniach życiowych i zawsze mogłam/mogę na nią liczyć. Z jednym wyjątkiem. Otóż moja siostra uważa, że ja sobie wmówiłam chorobę i żadne leki nie są mi potrzebne. Helou. 6 sierpień zaliczony z wynikiem ok. 1150-1200 kcal. To był spokojny dzień. Moje Kochanie przyszło do mnie na obiadek (mmm pierozki z jagodami!), potem oglądaliśmy sobie filmy na Nie spodobało mi się to. Kłamanie nie było w moim stylu, nie umiałam tego robić i nie czułam takiej potrzeby, ale… Bardzo chciałam poznać chłopaka ze zdjęć, więc się zgodziłam. Siostra opowiedziała mi, jak się poznali, o czym rozmawiali, gdzie razem chodzili, a także… że już się całowali i dotykali. SIOSTRA ROBI MI PAZNOKCIA i uwaga to będzie JEJ PIERWSZY PAZNOKIEĆ W ŻYCIU jaki zrobiła tą metodą! Jak sobie poradziła? Jakie błędy popełniła? I jaki był Z entuzjazmem i radością w głosie opowiadała mi, jak to Gośka cudownie opiekuje się dzieckiem, jaka jest porządna i dobra, jak pomaga jej w domu. W czasie odwiedzin też niczego niepokojącego nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie, wydawało mi się, że moja siostra kocha synka do nieprzytomności. Na przykład dzisiaj, kiedy Ada sama z siebie zrobiła mi grzanki na patelni, a potem położyła się przy mnie na kanapie i zapytała, jaka była jej babcia. – Yyyy… – przed oczami stanęła mi moja matka demolująca nasze prezenty gwiazdkowe, z czerwoną twarzą, złymi oczami i pijackimi wrzaskami na ustach, z których cuchnęło wódą. Musisz przetłumaczyć "SIOSTRA JE ZROBIŁA" z polskiego i użyć poprawnie w zdaniu? Poniżej znajduje się wiele przetłumaczonych przykładowych zdań zawierających tłumaczenia "SIOSTRA JE ZROBIŁA" - polskiego-angielski oraz wyszukiwarka tłumaczeń polskiego. Jak moja siostra zapomni włączyć zmywarki z brudnymi naczyniami to moja mama mówi ''No dobrze, nic nie szkodzi'', a jak ja zapomnę to mama na mnie krzyczy, wiem, że jestem starsza i ode mnie się więcej wymaga, ale ja też jestem człowiekiem, i też mogę coś zapomnieć. Ostatnio moja siostra wykręciła mi rękę bez powodu Zerwałem się z miejsca. Luśka tak się śmiała, moja młodsza siostra. Skąd ona by tu się wzięła? Przecież poszła na koncert! Wolałbym zapomnieć to, co zobaczyłem. Usiadłem z powrotem, ale piwo jakoś przestało mi smakować. Znów wstałem. Jak nie sprawdzę, kto jest na górze, nie będę miał spokoju. 1NsJPr. Będzie trochę długa historia: Moja siostra jest 13lat po ślubie z mężem (15lat ogółem razem). Mają dwoje fajnych dzieci. Jest jednak jeden problem TEŚCIOWA siostry. Jak tylko siostra z jej synem zaczęła się spotykać, ona za każdym razem się wtykała, pouczała. Cokolwiek by moja siostra nie zrobiła – wszystko robiła źle, była tą najgorszą. Po ślubie było jeszcze gorzej. Teściowa wpieprzała się nawet w wychowanie dzieci, zachowywała się jakby to ona wszystko wiedziała najlepiej i jakby to ona była ich matką. Szwagier z siostrą poszli na swoje. I nawet tam zła teściowa nachodzi ich w mieszkaniu pod byle pretekstem. Nie szczędząc przy tym różnych najgorszych wyzwisk pod adresem synowej. Moja siostra bardzo podupadła na zdrowiu. Zachorowała dość poważnie, załamała ją ta sytuacja z teściową (zaczęła popijać) natomiast szwagier zamiast pomóc żonie, jakoś ja wspierać robi to samo co wredna mamusia. Wyżywa się na siostrze za każde swoje niepowodzenia, obraża ją i nie oszczędza też rękoczynów nawet przy dzieciach. Siostra ma stwierdzoną depresję. Jednak za nic w świecie nie chce słyszeć o jakichkolwiek lekach czy pomocy psychologicznej. Twierdzi, że nie chce i koniec. A sytuacja się pogarsza. Nie wiem co dalej robić. Nie piszcie mi proszę o poinformowaniu mops czy innych instytucji, bo mops o wszystkim wie… Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich! Witajcie. Mam na imię August i jestem martwy. Zapewne zastanawiacie się, jak do tego doszło? Spokojnie. Zaraz wszystko wam wyjaśnię. Zebrałem was tu po to, aby opowiedzieć swoją historię. Więc rozsiądźcie się wygodnie i posłuchajcie. Miałem młodszą siostrę o imieniu Felicja. Mimo, że byłem od niej starszy o ładnych parę lat, traktowała mnie, jakby to ona była starsza i mną pomiatała. Zresztą nie tylko ona, nasi rodzice również. Byłem bardzo chudy, ludzie mówili, że jak tyczka. Podczas, gdy moja siostra przekroczyła 300 kilo żywej wagi. Była wielka niczym góra i ciężka jak stado słoni. Mieszkaliśmy wszyscy w małej, zapomnianej przez boga i ludzi wiosce w sercu Bieszczad. Życie nas nie rozpieszczało, możecie mi wierzyć. A mnie to już zwłaszcza. Rzeźnia, w której pracowałem splajtowała i z dnia na dzień straciłem robotę. Było to jedyne źródło naszego utrzymania. W drodze powrotnej płakałem. Kiedy dotarłem na miejsce, stałem godzinę pod drzwiami naszej chaty, bo bałem się wejść do środka i się do tego przyznać. Moja siostra bywała wobec mnie bardzo agresywna, a że była od mnie dużo większa, nie miałem z nią szans. Biła mnie po twarzy i gdzie popadnie swoimi ogromnymi łapskami, a jej krzyki brzmiały, jakby ktoś tarł metalem o beton. Już od najmłodszych lat wiedziałem, co to piekło. Rodzice mnie odrzucili faworyzując moją młodszą siostrę. Każdą jej zachciankę musiałem spełniać, jakbym był służącym. Podczas, gdy moi rodzice uwielbiali mnie bić i wyzywać. Codzienne powtarzali mi, że jestem nikim i za najmniejsze wykroczenie od razu dostawałem po gębie. Byłem traktowany niczym pies. Miałem swój kojec i jadłem z psiej miski. W atmosferze wyzwisk i chorej presji żyłem już 17 lat. Matka mnie musztrowała i potrafiła znienacka uderzyć, nawet jeśli chwilę wcześniej głaskała mnie po głowie. Oboje powtarzali mi, żebym kochał i dbał o moją siostrę. Nocami kiedy leżałem w swoim kącie musiałem wysłuchiwać zwierzęcych dźwięków ich kopulacji. Kiedy dostałem dyplom ukończenia szkoły, biegłem do domu uszczęśliwiony. Minąwszy furtkę naszego domu, zaniemówiłem. Zobaczyłem moich rodziców wiszących na drzewie za naszą stodołą. Była tam też moja siostra, wpatrzona w dwa trupy jak urzeczona. Odciągnąłem ją chcąc zaoszczędzić jej tego widoku. Nasi rodzice w chwili śmierci trzymali się za ręce. Odciąłem ciała i wniosłem do szopy. W chwili niewiadomego szaleństwa zacząłem dźgać trupy śrubokrętem. Nagle przyszła mi do głowy pewna myśl. I teraz pomyślicie sobie pewnie, że z rozpaczy oszalałem. Otóż umyłem ciała i tak powiem to głośno: ugotowałem zupę z ciał rodziców i podałem ją siostrze. Wyszedł z nich pyszny krupnik. który moja siostra zjadła ze smakiem. Pragnąc pocieszyć siostrzyczkę zapewniałem, że się nią zajmę i, że wszystko będzie dobrze. Mijały lata a moja siostra robiła się coraz większa i coraz cięższa. Cały świat o nas zapomniał podczas, gdy ja imałem się każdej pracy, żeby związać koniec z końcem. Kiedy ja pracowałem moja "mała" siostra w ogóle nie opuszczała domu. Blada, gruba rozlana i bluzgająca siedziała na kanapie i oglądała telewizję. Wiedziałem, że moja siostra jest potworem, lecz mimo to czułem perwersyjną przyjemność w usługiwaniu jej. Nazywała mnie kundlem i życzyła mi śmierci. A ja mimo to wycierałem jej tyłek i przemywałem odleżyny. Była zbyt ociężała, aby pójść do toalety. Jadła coraz więcej i ciągle było jej mało. Pewnego dnia stwierdziła, że chce prawdziwe mięso. Nie pozostało mi nic innego, jak pójść coś znaleźć. Przyniosłem do domu truchło przejechane przez samochód. Ale to jej wystarczyło. Zjadła surowe mięso łapczywie. Od tamtej pory musiałem zacząć polować i przynosić jej krwawe ochłapy, czasem nawet padlinę. Doszło do tego, że ukradłem trupa z zakładu pogrzebowego i zrobiłem z niego jedzenie dla mojej nienasyconej siostry. Przez pewien czas było naprawdę przyjemnie, bo moja siostra była najedzona i nie była taka straszna. Aż w końcu przypomniała sobie o obiedzie w dniu śmierci rodziców. Zasmakowała w świeżym ludzkim mięsie. W związku z tym zażądała bym jak się wyraziła "dał jej cząstkę siebie" Niewiele myśląc poszedłem do szopy i wziąłem z niej piłę mechaniczną. Powiem to wprost: miałem zamiar odciąć sobie nogę. Tak, dobrze słyszeliście. Wróciwszy do domu nastawiłem garnek z olejem, aby potem ugotować odciętą kończynę. Następnie wziąłem się do dzieła. Podstawiłem miskę, oparem się o ścianę i zacząłem ciąć poniżej kolana. Od razu pożałowałem tego kroku, bo ból był nieziemski. Zacisnąłem zęby, aż zaczęło pękać mi szkliwo, a krew zalewała całą podłogę. W pewnym momencie trafiłem na kość, która zaczęła trzeszczeć. Zasłabłem i ogarnęła mnie ciemność. Z omdlenia obudziły mnie wrzaski mojej siostry. Byłem tak długo nieprzytomny, że zdążył się zapalić olej, który wcześniej naszykowałem. Spojrzałem na moją nogę i zobaczyłem ochłap wiszący luźno na skórze. Chciałem ugasić ogień, więc próbowałem się podnieść, ale przez upływ krwi byłem bardzo słaby. Próbowałem ugasić ogień wodą z innego naczynia, ale z osłabienia upadłem na garnek z palącym się olejem. Ogień zaczął ogarniać całą kuchnię. Drewniane meble, firanki. Próbowałem ponownie wstać, ale czułem, że cały się trzęsę i że spada mi tętno. Mogłem jedynie patrzeć jak płomienie dochodzą do posłania mojej siostry i je ogarniają. Ona sama leżała na podłodze wierzgając grubymi nogami. Długo cierpiała, zanim ogień strawił jej ciało. Ogień sięgnął dachu i z naszej ubogiej chatynki zostały tylko zgliszcza. A z nas pozostał tylko popiół i odór zepsutych wędlin. To już koniec tej historii. Teraz już wiecie jak wyglądało moje życie. Jak i dlaczego umarłem. Tak to my, brat i siostra. Dwa duchy, które będą po wieki nawiedzać te niedostępne Bieszczadzkie tereny. Czasami zastanawiałam się, jak to możliwe, że moja młodsza córka, Gosia, jest tak wspaniałą matką dla swojej dwójki szkrabów, natomiast starsza, Monika, kompletnie nie ma instynktu macierzyńskiego. Przecież wychowywałam je obie jednakowo, każdej dając identyczną porcję miłości i zainteresowania. Tymczasem Małgosia zawsze była bardzo rodzinna, a Monia, jak ten kot, chodziła własnymi drogami, nie dbała o nikogo, tylko o siebie. – Zobaczysz, zakocha się, to się wtedy wszystko zmieni! – mawiała moja siostra, której się skarżyłam, że Monika skończyła już trzydziestkę, a nie zanosi się na to, aby się ustatkowała. Młodsza dorobiła się w tym czasie męża i dwójki dzieci, a starsza… Co rusz miała innego chłopaka. W pewnym momencie zwyczajnie straciłam rachubę, tym bardziej że wyprowadziła się z domu. Pomieszkiwała u kolejnych „narzeczonych”, potem coś sama wynajmowała – i znowu zaczepiała się u jakiegoś chłopaka. – Żyjesz jak jakiś koczownik! – wyrzucałam starszej córce. – Ciągle na walizkach! Spójrz na Gosię! Jest ustatkowana, ma dom, fantastycznego męża, dwójkę ślicznych maluchów… – Jaki tam dom? Mieszkanie kupione na kredyt zaciągnięty na dwadzieścia długich lat! Ja sobie takiego kamienia u szyi na pewno nie uwiążę! – wyśmiewała siostrę Monika. – Więc twoim zdaniem lepiej nie mieć żadnego domu? – dopytywałam. – Mamo, ty się o mnie nie martw – śmiała się, ale dobrze jej było mówić. Matka zawsze się martwi o swoje dzieci. Tym bardziej takie, co nie mają żadnego celu w życiu ani perspektyw. „Gdyby sama została matką, wszystko by się na pewno zmieniło. Stałaby się bardziej odpowiedzialna – myślałam. – Miałaby dla kogo żyć”. Naprawdę, w przeciwieństwie do większości rodziców, którzy boją się panieńskiej ciąży u swojej córki, ja marzyłam, by moja Monika wpadła i w ten sposób się ustatkowała! Nawet gdyby miała zostać samotną matką. – Przecież jej wtedy pomożemy – mówiłam do męża, który patrzył na mnie, jakbym była szalona. – Naprawdę sądzisz, że mam jeszcze siłę, aby wychowywać niemowlaka? Bo na tym się skończy, sama o tym dobrze wiesz! – kręcił głową. – Ja swoje dzieci już wychowałem, wstawałem do nich po nocach na równi z tobą, a teraz chcę być tylko dziadkiem bawiącym się z wnukami. I starczy! No cóż, a jednak niektóre życzenia się spełniają Kilka miesięcy później Monika oświadczyła, że jest w ciąży. – A ojciec dziecka? – zapytałam. – Zapomnij o nim, jest żonaty! – wzruszyła tylko ramionami. – Nie szkodzi, twoja miłość na pewno maleństwu wystarczy – byłam zachwycona, że moja córka nie chce tej ciąży usunąć, bo tego się obawiałam. Tymczasem ona się naprawdę cieszyła! Kiedy dowiedziała się, że to będzie dziewczynka, zaczęła biegać po sklepach i kupować dla niej rzeczy. – Zobacz, jaka piękna sukieneczka, cała w koronkach! – przybiegała do mnie jak za dawnych lat. – Jak ja ją będę stroiła! Jak maleńką laleczkę! – obiecywała z wypiekami na twarzy. Bardzo chciałam w to wierzyć. Pytanie tylko, skąd znajdzie pieniądze na te wszystkie fatałaszki dla małej. – O to się już nie martw, mamusiu! – śmiała się Monika. – Będzie dobrze. Powinnam się domyślić, że coś knuje, ale miłość do córki i do nienarodzonej wnusi zamydliła mi oczy. Byłam szczęśliwa i nie chciałam rozważać żadnych czarnych scenariuszy. Kiedy dziecko przyszło na świat, z miejsca zawładnęło nie tylko mną, ale i mężem. Już po kilku tygodniach wiedziałam, że oddałby wszystko za to maleństwo. Gosia to się nawet śmiała, że tata przeżywa drugą młodość, kiedy wychodzi z małą Kasią na spacery. – Nie jesteś zazdrosna, że tak ją kocha? – zapytałam, po czym ugryzłam się w język. – Zresztą, po co ja pytam, twoje dzieci przecież także kocha… – Wiem, ale teraz Kasia jest jego oczkiem w głowie. Nie, nie jestem zazdrosna, temu dziecku potrzebna będzie wasza miłość – stwierdziła Gosia. No cóż, znała dobrze swoją siostrę i pewnie sporo przeczuwała… Monika nie mówiła nam wiele o swoich sprawach, a ja o nie wcale nie pytałam. Zastanawiałam się jednak, kim jest ojciec naszej wnusi i dlaczego moja córka nie wystąpi o alimenty. Wiadomo przecież, że do tanga trzeba dwojga i mężczyzna także powinien być odpowiedzialny za swoje dziecko. Któregoś razu jednak nie wytrzymałam i zapytałam o to. – Nie martw się, mamuś, pracuję nad tym usilnie! – usłyszałam. Nie miałam pojęcia, co to znaczy, dopóki pewnego dnia Monika nie wróciła do domu wściekła jak osa! – A to drań! Ten kretyn zażądał badań DNA! – rzuciła już od progu. A potem nie wzięła nawet na ręce Kasi, która raczkując podeszła jej pod nogi, tylko zamknęła się w pokoju. Oboje z mężem chodziliśmy na paluszkach, bojąc się zapytać, o co chodzi, i licząc na to, że Monika jednak nam wyjaśni, co się dzieje. – Naprawdę chcesz wiedzieć?! – wybuchła w końcu, gdy delikatnie zaczepiłam ją w tej sprawie. – Zaszłam w ciążę z jednym takim bogatym draniem. Pomyślałam sobie, że urodzę i będę ustawiona do końca życia! No wiecie, wysokie alimenty i tak dalej. Ale on nie chciał wierzyć na słowo, że Kaśka jest do niego podobna jak dwie krople wody, tylko nasłał na mnie tego swojego adwokata, który zażądał dowodów. Zbadali Kaśce DNA i okazało się, że wcale nie jest jego córką. – To czyją? – wyrwało mi się. – A bo ja wiem?! Nie pamiętam, z kim jeszcze wtedy spałam! – moja córka wzruszyła ramionami. – Jasny gwint, gdybym tylko nie była taka pewna, że to jego dziecko, to… – To co wtedy?! – nie wytrzymał mąż, który właśnie wparował do pokoju. – Usunęłabyś tę ciążę? – Pewnie tak! A po co mi teraz taki darmozjad, którego trzeba utrzymywać? – rzuciła Monika i już myślałam, że mąż po raz pierwszy ją uderzy, ale opanował się w ostatniej chwili. – Nigdy więcej o niej tak nie mów! – wycedził przez zęby. Córka co prawda więcej tak nie mówiła, ale z pewnością tak sobie myślała… Widziałam to w jej oczach, kiedy niechętnie brała na ręce garnącą się do niej małą. Serce mi się wtedy krajało. Tak mi było żal tego ufnego ślicznego dzieciaczka! Rację miała młodsza córka – miłość moja i męża stała się dla Kasi ważna. Szczególnie, kiedy jej matka wyjechała. Oczywiście, nie konsultowała tego z nami, bo i po co? Po prostu z góry założyła, że zajmiemy się dzieciaczkiem, kiedy wybierze życie za granicą. – Do pracy jadę! – oświadczyła nam. – Ale gdzie, kiedy? – dopytywaliśmy. – Do Niemiec, do Hamburga. Za kilka dni – padła krótka odpowiedź. – A co będziesz tam robiła? Przecież ty nawet nie znasz języka! – Dostałam pracę jako kelnerka! Potrafię zapytać: Kawę czy herbatę? Kaffee oder Tee? – popisała się. No cóż, była dorosła, nie mogliśmy jej z mężem powstrzymać. Zresztą po jakimś czasie wydawało się, że naprawdę dobrze się jej wiedzie w tym Hamburgu. Kiedy dzwoniła do domu, była zawsze taka pogodna, roześmiana. Tylko rzadko pytała o córkę i równie rzadko chciała z nią rozmawiać. – Dlaczego zawsze dzwonisz tak późno, kiedy mała już śpi? Ona za tobą tęskni – robiłam córce wyrzuty. – Ja za nią także – odpowiadała Monika, choć bardzo w to wątpiłam. A jednak pewnego dnia moja starsza córka oświadczyła, że nie tylko przyjeżdża do Polski, ale chciałaby zabrać potem Kasię na kilka dni do siebie. – A nie będzie ci przeszkadzała? – niepokoiłam się, bo córka od dawna nie zajmowała się dzieckiem. – Mam urlop, chcę z nią pobyć – usłyszałam. – Przecież jestem jej mamą, nie zrobię jej krzywdy! No cóż, miałam taką nadzieję… Potem okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam, bo mała wróciła cała i zdrowa, obkupiona w nowe ciuszki. – Nie są nowe, dostałam je od znajomych – sprostowała córka. – Nie szkodzi, są takie śliczne! – nie chciałam już Monice mówić, że mała ze wszystkiego szybko wyrasta, a przecież mnie i ojcu się nie przelewa. Musieliśmy utrzymać Kasię ze swoich skromnych nauczycielskich pensji, bo córka jakoś nigdy się nie kwapiła, żeby dołożyć do utrzymania własnego dziecka. – Jak chcecie, to czasami będę wam przysyłała jakieś ubranka – stwierdziła wielkodusznie Monika. Faktycznie od tej pory zaczęły przychodzić do nas paczki. Rzeczy, które w nich znajdowałam nie były nowe, ale czyste i przyzwoite. Nie wiedziałam, skąd pochodzą, dopóki nie zauważyłam w jednym z pudeł ulotki z adresem niemieckiej pomocy społecznej. Musiała wpaść Monice przypadkiem, ale wiele dała mi do myślenia. Wkrótce okazało się, że Monika dostawała nie tylko ubranka… Korzystając z tego, że ma w Hamburgu pracę, zgłosiła się do odpowiedniego urzędu jako matka samotnie wychowująca dziecko! I przez wiele miesięcy pobierała na Kasię niemały zasiłek! Dostawała go na córeczkę, która rzekomo z nią mieszkała, a wydawała w całości na siebie! Kiedy się o tym dowiedziałam, zrozumiałam, dlaczego zabrała kiedyś małą na wakacje. Musiała ją pokazać, aby urzędniczki nie nabrały podejrzeń. Niestety, przeliczyła się, bo ostatnio Niemcy stali się wyjątkowo czuli na takie wyłudzenia. Zrobiono wywiad środowiskowy i okazało się, że dziecka dawno nikt nie widział. Szybko namierzono Kasię w Polsce i udowodniono, że mała mieszka z dziadkami! Monika musiała nie tylko oddać całą wyłudzoną sumę, ale i nałożono na nią karę kilku tysięcy euro. I tak miała szczęście, bo niedługo ponoć wchodzą przepisy, zakazujące takim oszustom osiedlania się i pracy w Niemczech! Niestety, moja córka nie rozumie, że wszystko, co się stało, to wyłącznie jej wina. Obwinia za to dziecko! Wścieka się na małą i przestała do niej dzwonić. A Kasia tak bardzo tęskni za mamusią! Coraz więcej rozumie… Już się z mężem boimy, co jej powiemy, kiedy zacznie pytać. Jak jej wytłumaczymy, że jej własna matka urodziła ją tylko dlatego, że widziała w niej kurę znoszącą złote jajka, a gdy ten plan zawiódł, starała się na niej zarobić w inny sposób? W dodatku boimy się, że to jeszcze nie koniec pomysłów Moniki na wykorzystanie własnego dziecka. Co jeszcze może wymyślić?